Zastanów się zanim oddasz – poradnik

Niektóre sklepy, powołując się na swój regulamin, zezwalają, by oddać zakupiony u nich towar, nawet do 30 dni od zakupu. Zbierają za to całą czapkę pochwał, za podejście “pro-konsumenckie”, a klienci z rozmachem korzystają z przysługujących im praw. Ale czy takie oddawanie to dobry pomysł? 

TROCHĘ PRAWA…

Zgodnie z paragrafem, jaki w naszym kraju obowiązuje, klient ma prawo oddać. Mało tego, może oddać bez podania przyczyny, powoływania się na nic, ani szukania wad, których w produkcie ewidentnie nie ma. Wolno mu to zrobić, ALE z kilkoma zastrzeżeniami. zwrot zwrot
Po pierwsze to MUSI być zakup dokonany poza lokalem. Co to oznacza? Przez Internet, telefon, pocztówkę z pozytywką – wszystko jedno, byle dało się udowodnić, że wzięte było wysyłkowo. Po drugie – powyższy przywilej nie dotyczy firm. Zgodnie z paragrafem. Po trzecie – reklamowany sprzęt musi zostać dostarczony do sklepu/sprzedawcy na koszt klienta. Nie ma przebacz, jak kupujesz lodówkę, to licz się z tym, że będzie trzeba ją odesłać, a koszta dla zwykłego Kowalskiego są wcale niemałe. zwrot

Jak to wygląda w praktyce? Spora część sklepów, z jakimi miałem do czynienia uznaje reklamacje również firmom, ale jak wspominałem wyżej, raczej to nie będzie coś, co jest prawem nakazane. Wiadomo, o klienta trzeba dbać, dlatego idzie się takiemu na rękę. W pozostałych przypadkach, czyli przy zakupie na miejscu to prawo NIE MUSI być uwzględniane. Pamiętaj o tym szanowny kupujący – nie zawsze możesz oddać. Nie chcę, żeby pojawiały się sytuacje, jakie miałem za ladą, gdzie musiałem, wulgarnego najczęściej, klienta obdarowywać wydrukiem ustawy. “Panie, bo ja mam prawo!” – darł się na cały sklep nabuzowany jegomość, a ja mu na to MYK – ustawa na stół i bezczelne “Gdzie? Pokaż Pan.” Zapał jegomościa stygł jak goła dupa w śniegu. I nie, nie wynikało to z mojej złośliwości, czy niechęci pomocy. Zwyczajnie się człowiekowi nie należy, więc niech nie wymyśla praw, których nie ma.

A W ŻYCIU JAK TO W ŻYCIU…

Podobnie jak z rabatami, duże sklepy rozpieściły klientów, doprowadzając do stanu, w którym niektórzy z nich zachowują się jak rozwydrzone dzieci. Wyrośnięte i wycacane niczym słonecznik za wiejskim wychodkiem. Wszystkiego chcą za darmo i wszystko im się należy. Jedną z rzeczy, do której przyzwyczaiły ich sklepy jest właśnie możliwość zwrotu towaru. Jakże pro-konsumenckie podejście. No i weźmy przykład jednego z wiekszych elektromarketów w naszym kraju. Obowiązuje tam (z pewnymi wyjątkami) zasada, że każdy produkt można oddać w ciągu 30 dni od daty zakupu. Fajnie, nie? Wezmę sprzęt, wytestuję, zobaczę co daje i na co go stać, a jak mi się nie spodoba, albo mi się znudzi, to oddam i po problemie. Rewelacja. Sklep przecież na to pozwala, nie?

CZUJESZ? CO TO ZA ZAPACH?

To radosna woń cebuli. Podejrzewam, że zapis w regulaminie sklepu, który umożliwia zwrot wszystkiego zawsze, był zaprojektowany pod przypadki takie, jak na przykład nieudane prezenty. Ktoś się jednak przeliczył, bo znając nasze polskie cebulackie i kombinatorskie podejście, to jakby sie dało, to wytarte gacie byśmy oddawali. Zresztą, w ramach gwarancji nie takie cuda trafiały do sklepu. Szkoda, że przywilej, który miał pomagać klientom i jednocześnie pokazywać, że sklepowi na dobrym humorze klientów zależy, został sprowadzony do poziomu parodii i szopki samej w sobie. Widziałem jak człowiek, poniekąd znany, ba jutuber nawet, oddawał „calusieńskie pudeło” powerbanków. Bo chciał przetestować? Szkoda, że oddał. Albo wyobraźcie sobie sytuację, że jest Pani, która w całym, liczącym niemal 200 tysięcy mieszkańców mieście, znana jest ze swoich obrzydliwych zwyczajów zakupowych? Dlaczego sprzedawcy tak omijają ten typ klienta?

Wyobraź sobie sytuację, kiedy przychodzisz do sklepu z towarem do zwrotu. Tylko ty wiesz, co się z nim działo. Może upadł? Może się uszkodził, tak, że tego nie wyłapali? Może kot do niego naszczał, a pies poprawił? No właśnie nie wiadomo. Ale fajnie jest, kasa wróciła, nie?

A teraz wyobraź sobie, że upatrzony wieki temu sprzęt, na który odkładałeś/łaś kilka miesięcy, albo lat – ktoś złośliwy przed tobą oddał. A przed nim jeszcze ktoś, a przed nim – wiesz o co mi chodzi. W sklepach, w których jest możliwość oddania wszystkiego, jedyne co ja osobiście kupię, to dziurka z cycka, gwiazdka z nieba lub termostat do Malucha. NIGDY nie wiem, co działo się ze sprzętem. Dlatego proszę, by zastanowić się, naprawdę poważnie nad tym, czy opłacalne jest dla dobra ogółu, a z czasem pewnie i dla ciebie to, że nie wiesz nic na temat historii wymarzonego np. telewizora.
 
 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *