Oportuniści – onaniści

Takie, mocno niepoważne, określenie przychodzi na myśl za każdym razem, kiedy jakimś cudem trafia do mnie news. Skrzętnie unikam wiadomości, faktów, rozmaitości i panoram. Celowo. Każda informacja jaką dostaję w ślicznie opakowanej w telewizji formie sprawia, że coraz bardziej tracę nadzieję na to, że jednak ludzkość sama się nie wykończy.

Ja wiem, że powiało filozoficznie, ale w świetle otaczającego nas wszystkiego, to chyba inaczej nie umiem. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że są stadia, stany, fazy rozpaczy. Pierwsza, to szok. Druga to tęsknota i żal, trzecia dezorganizacja i rozpacz, a czwarta to reorganizacja, pewnie w drodze do normalności. Każda z nich objawia się inaczej i trwa różnie, zależnie od jednostki.

U mnie wcale nie było inaczej.

Faza szoku i niedowierzania dopadła mnie wiele lat temu. Wręcz kilkanaście. Toruń, podobno piękne miasto, nie wiem jak z geotermią ostatnio stoi, ale pierniki, że proszę usiąść. Szkoła, Technikum Budowlane, zacne podobno. Pamiętam jak dziś, rok 2003. Co się takiego stało? Otóż uczniowie, tej jakże, zapewne światłej instytucji, jęli znęcać się nad nauczycielem, lżąc go niepoprawnymi słowy i jakby tego mało było, założyli chłopu śmietnik na głowę.

Szok.

Niedowierzanie.

Żeby nie było, z inteligenckiej rodziny raczej się nie wywodzę. Rodzice, oboje, niech im ziemia lekką będzie, z wykształceniem dostatecznym by uczciwie pracować, wpoili we mnie wartości, z którymi dzisiaj ewidentnie niektórym nie po drodze. Wtedy też nie. Nauczyciel, z wyjątkami rzecz jasna, jak zwykle, to osoba, której szacunek należy się i basta. Nie do pomyślenia dla mnie było, a sam już w tamtym czasie szkoły powszechne pokończyłem, żeby na nauczyciela, żeby nie wiem jakim prąciem sie okazał rękę ponieść. Bo nie. Czy miałem swoich ulubionych belfrów? Ależ oczywiście! Jak każdy. Były jednostki, którym jedyne co można życzyć, to by rosół przy niedzielnym obiedzie kutasem zalatywał, ale żeby dopuszczać się przemocy? Fizycznej czy psychicznej? Wykluczone.

A potem było tylko gorzej.

Uczniów, którzy tego karygodnego zachowania się dopuścili, moim zdaniem słusznie, skreślono z listy przyszłych absolwentów. Ale co to zmieniło? Z tego co pamiętam, to żadnych zarzutów nie dostali, a z tego wyniknąć mogło tylko jedno. Młodzi ludzie, wbrew obiegowej opinii nie są głupi. Jak się tylko okazało, że takie występki mogą być bezkarne, to rozwiązał się worek z łajnem.

Nie jestem w stanie policzyć ile przypadków podobnych i o wiele gorszych pojawiło się przez te lata. Zwyczajnie się nie da, bo było tego naprawdę sporo. Pobicia, wymuszenia, groźby, porwania. A to tylko szkoła. Społeczeństwo jakoś przeszło do porządku dziennego z tym, że nauczyciel kiedyś pomagał rodzicom w wychowaniu, a teraz okazuje się być bytem do bicia, bo pociecha do trzech zliczyć nie potrafi.

Potem, jakoś bez większych emocji pojawiły sie zabójstwa. W szkole. Nożem. Na śmierć. NIKT się jakoś przesadnie nie przejął.

Druga faza.

Żal i tęsknota za tym co było dopadła mnie również wiele lat temu. Okolice 2007 o ile dobrze pamiętam. Ckniło mi się strasznie za czasami, gdy dziewczęta były jędrne, piwo zawsze zimne, a człowiek, jak ten Wolverine nigdy się niczym nie przejmował, bo jakoś to będzie. Nie dane mi było doczekać się, że to co było wróci kiedykolwiek. Mnie (i koleżanki też) czas posunął tak, że płakać się zachciało.

A potem było jeszcze gorzej.

Bo pojawili się na scenie i arenie, politycznej rzecz jasna, ludzie, którzy swoim zachowaniem znormalizowali zachowania, które jeszcze kilka lat wcześniej, były całkowicie nie do pomyślenia.

Andrzej Lepper, człowiek legenda w pewnych kręgach, poseł na Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej niewiele wcześniej wysypywał zboże na torowiskach. Bo przecież. Co go łączy z Barbarą Blidą, również posłanką kilku kadencji, odznaczoną orderami przez prezydentów? Oboje popełnili samobójstwa w niekoniecznie wyjaśnionych okolicznościach. I okazało się, że ludzie mają pamięć złotej rybki. Nikogo jakoś przesadnie nie ruszyło.

Potem były afery, cuda, ambergoldy, ośmiorniczki, dwie wieże, kaczystan, Smoleńsk… Przykłady mozna mnożyć.

Telewizja, której unikam jak ognia, też jakoś przesadnie nie pozwala na rozwój. Za moich czasów, jakkolwiek strasznie by to nie brzmiało, były programy takie jak Kwant, Sonda, nawet durni Przybysze z Matplanety. Cały blok telewizji edukacyjnej… Człowiek jako brzdąc kilkuletni mógł się poratować 5-10-15, Ciuchcią (której wdzięcznym jestem, bo mnie ze strasznego seplenienia wyleczyła). A teraz?

A teraz jak widzę, że kolejne Gwiazdy tańczą na lodzie, po wódzie, rolnicy szukają połówek, a są też tacy, że znajdują żony w urzędzie i od razu biorą ślub. Widzę, że nieszczęsne mięsne jeże nadal kręcą się przestrzeni publicznej, a paski z newsami w Wiadomościach telewizji reżimowej są tak odjechane, że wieść o tym, że się Naczelnik ocielił przyjmę na klatę bez cienia zastanowienia. Teraz perfekcyjne Panie domu rozwiązują trudne sprawy.

Aż tęskni się trochę za Kolargolem w tych jakże pop*****lonych czasach.

Ekspertem do spraw nadzwyczajnych zostaje aktor, który podlizywał się ministrowi, a w ministerstwach ministrowi podległych kręcą się ulubieńcy czy inne „misie-wicie”. Pojawia się człowiek z kwitami na najwyżej postawionych zwykłych posłów i co? I znika. Z dnia na dzień, jak brudny stół u Durczoka. Albo skazany na lata odsiadki oprych, co nie jednemu zęby wybił wiesza się nagle w celi. Nie on pierwszy w sumie. Postępowania są umarzane zanim jeszcze tusz z drukarki wyschnie na świeżo wyklepanym przez stażystę dokumencie, a PREZYDENT, który chwilę wcześniej bił pokłony jakiemuś kolesiowi w śmiesznej czapce, głowa państwa, strażnik konstytucji i zwierzchnik sił zbrojnych – ułaskawia kolesia zanim zapadł prawomocny wyrok.

Mało? A proszę. Sąd Najwyższy i jego izby to w obecnych czasach kpina, otoczone mordami zdradzieckimi i wyciem w sali posiedzeń Sejmu. Stanowiska wysokie zajmują bez najmniejszego problemu, nominowani i namaszczeni w środku nocy ludzie, którzy nie spełniają wymogów do pełnienia stanowiska. Szkoda, że nikt nie pamięta,, że oni sami głosowali za tym, by obostrzenia wymogów wprowadzić. Problem? Żaden. Tu się wytnie, tam podpisze. Rywin odsiedział swoje za „i czasopisma”, a teraz to pewnie się do rozpuku śmieje.

Mało? Ok. Na Wosie uczyli w szkole (Wiedza o Społeczeństwie, teraz pewnie ma zmienioną nazwę), że wszystko w kraju jest ze sobą połączone, że prawo obowiązuje, że jest jasne co i jak. Teraz? Teraz to zaczynam się bać.

Niech no ja dorwę tego ciula, co pod koniec 2019 zaczął partyjkę w Jumanji.

Jak żyję świadomie na tej planecie już trochę, nijak nie spodziewałem się, że rzeczywistość będzie aż tak bardzo przypominać fabułę trzeciorzędnego filmu katastroficznego.

Styczeń

Australia płonie. I to nie są jakieś lokalne pożarki. AUSTRALIA, k**wa kontynent – PŁONIE! Ekosystem się sypie, ludzie umierają, pożar widać z kosmosu. Ogólnie dramat.

WHO dostaje info, że w chińskiej prowincji Wuhan źle się dzieje, że ludzie zaczynają padać jak muchy. Pewnie jakaś grypa, nie? Ale nic to, daleko od nas, to co się będziemy przejmować?

No i koronawirus łazi.

USA, na rozkaz Pomarańczowego Pana, w sumie bez prowokacji jakiejkolwiek, w ataku rakietowym w Iraku odstrzeliły irańskiego generała. Czy tylko ja widzę problem w tym, że jeden z krajów bawi się w szeryfa, zabijając na terenie innego kraju generała z trzeciego kraju, który ma ślicznie rozwinięty własny program jądrowy? Naaaah, pewnie mi sie wydaje. No chyba, że istotne będzie to, że Iran ostrzelał amerykańską bazę rakietową w odwecie. Przecież wojna z tego raczej nie wybuchnie, prawda? Szczególnie, że przypadkiem zupełnym, się chłopakom z Teheranu walnęło. Ukraińskiego 737… Nikt nie ocalał. Ale to przypadek był.

A koronawirus łazi.

No i na sam koniec miesiąca w katastrofie śmigłowca ginie Kobe Bryant i jego córka. Szkoda ich mocno, bo przecież. Trzeba mieć inteligencję emocjonalną na poziomie planktonu intelektualnego z ONR, żeby nie było człowiekowi przykro.

Oczywiście nie zapominajmy o tym, że Wielka Brytania, po głosowaniu jakie odbyło się kilka lat temu wyszła z Unii Europejskiej. Szkoda tylko, że pierwszym wynikiem w wyszukiwarce Google dzień po ogłoszeniu wyników głosowania było zapytanie, co to w ogóle jest Unia Europejska. Ja tam demokrację szanuję, choć wiem, że systemem idealnym nie jest, ale myślę, że zanim odda się głos, to powinno się wiedzieć za czym się głosuje. Moim zdaniem Brytyjczycy wybrali niekoniecznie świadomie, ale cóż. Jak sobie pościelą, to tak będą mieć.

A to był tylko styczeń…

Obecnie jest jeszcze gorzej. W Stanach, niby najfajniejszym kraju na świecie, czarnoskórzy obywatele dosłownie giną pod butami policji. To co spotkało George’a Floyda nie powinno sie wydarzyć nigdzie. No chyba, że amerykańska policja stosuje metody północnokoreańskie. Ja wiem, że będą głosy, że to przestępca, że bandzior, że policjant miał prawo. Nie. Nie miał. Zamordował człowieka, a nie powinien był. Szczególnie mając na sobie mundur, którego widok powinien przynosić ulgę, a nie strach. Czy protesty sa konieczne? Myslę, że to nie podlega dyskusji, że jednak afroamerykanie mają „trochę” gorzej. Dlaczego tak jest to zupełnie inna kwestia, ale jedno jest pewne, jak śmierć i podatki:

LUDZIE TO ZWIERZĘTA! W DODATKU PODŁE!

To co sie tam teraz wyprawia, to jakiś dramat jest. Tak, protestować należy w takich sytuacjach, ale w mojej opinii delikatnie zakrawa na kpinę fakt, że złamanie prawa przez policjanta, z jakże traficznym skutkiem, oprotestowywane jest przez szabrownictwo, bandytyzm i niszczenie mienia. Tego tematu przesadnie roztrząsać nie będę, bo to akurat na inną okazję, ale w ramach podsumowania:

  • Rasizm jako zjawisko był, jest i będzie i żadna ilość protestów tego nie zmieni, do czasu aż ludzie zaczną traktować ludzi jak ludzi. Nie spodziewam się rychłej poprawy tego stanu, bo gdy w środku Europy, w XXI wiekku, do wyborów prezydenckich staje faszysta i sie nawet z tym nie kryje, a faktyczną władzę w kraju maja fundamentaliści religijni, to czego można się spodziewać?
  • Póki będą równi i równiejsi, to się nie zmieni absolutnie nic, więc zamiast rujnować komuś dzień, to nie wiem, siądź sobie w domu, zastanów się nad sobą, nie wiem… masturbacji popróbuj. Nie podlepiaj swoich idiotycznych zachowań pod tragedię. Tam czlowiek zginął, a ty okradasz monopolowy.

Teraz, jak już dobrnęliśmy do poziomu szóstego tej partyjki w Jumanji mam nadzieję, że następne miesiące nie przyniosą nam powtórki z Armageddonu, Dnia Niepodległości i 2012.

Powtórki z Misia, które mamy codziennie powinny w zupełności wystarczyć…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *