Dlaczego Early Access ssie tak często?

Czasem w sklepie trafi się klient, który nie zadaje głupich pytań. Mało tego. Zaryzykowałbym, że jak już się trafi, to zada bardzo dobre pytanie. Tak było w przypadku dnia wczorajszego, kiedy to przyszło do sklepu dwóch braci i spytali o grę, której tak naprawdę jeszcze nie ma.

Znaczy jest, ale we wczesnym dostępie na Steamie i owszem można kupić, ale trzeba się liczyć z tym, że gra nie jest kompletna. Ot, grzeczna wymiana zdań i spytali mnie panowie, co sądzę na temat tego konkretnego tytułu. Odparłem, że nie jestem zainteresowany tytułem, bo ileż survival horrorów z otwartym światem można ograć, a druga rzecz, że jak w Early Access, to programowo omijam. Na tym wypowiedź skończyłem, zakładając, że dalsze wyjaśnienia nie będą potrzebne, bo albo pytających moje pobudki nie interesują, albo że są oczywiste. Ale nie! Panowie chcieli wiedzieć dlaczego jak Early Access, to omijam. Odpowiedziałem im najlepiej jak umiałem, ale wydaje mi się, że trzeba to wszystko uporządkować.

Early Access można rozpatrywać dwojako.

Z jednej strony, to bardzo ciekawa metoda finansowania produkcji, szczególnie dobra dla ludzi, którzy startują ze swoim pomysłem z przysłowiowego garażu. Pokażą, że coś umieją, może zainteresuje się nimi jakiś wydawca, albo studio, sfinansują cały proces developerski dzięki zaangażowaniu i wsparciu finansowemu swoich fanów. Metoda zacna, bez dwóch zdań, ale jak świat światem a ludź ludziem, zawsze znajdą się chętni, żeby światłą ideę wykorzystać. No i zaczęło się…

Zanim pojawiła się idea szeroko pojętego crowd-fundingu, mieliśmy jasny proces robienia gier. Najpierw był prototyp, potem wersja Alfa, wczesna mniej lub bardziej Beta, potem po prostu Beta, potem wersje Gold, no i gra szła do wydania.
Teraz okazuje się, że wydawane są na Steamie gry, które naprawdę nie wyszły poza fazę prototypową, czy super wczesną Alfę.
Wolnego czasu nie spędzam w kapeluszu z folii aluminiowej i nie szukam spisków na każdym kroku, ale dwukrotnie dałem się sfrajerować grom wczesnodostępowym i zwyczajnie irytuje mnie ciągnięcie kasy za grę, która tak naprawdę nigdy nie zostanie skończona.
Do dnia dzisiejszego z Early Access wyszła tak naprawdę tylko jedna gra. Don’t Starve. Tytuł przewciągający, kawał dobrej zabawy, ale żeby tylko jeden?
Ciekaw jestem czy ktokolwiek podjął się podliczenia ile gier na steamie we wczesnym dostępie, za który gracze zapłacili, zwyczajnie umarło.
Jak ktoś chce dać się wykorzystać – proszę bardzo – jego pieniądze, ale ja się więcej złapać nie dam. I ciekawe, kiedy rynek otwartoświatowych survival horrorów z elementami craftingu po prostu się graczom przeje.

Czy jest nadzieja?

Niektóre przypadki Early Access to nic innego jak vaporware, czy zwyczajny przekręt. Niedawno okazało się, że taki Star Citizen, gra, która robi się za kickstarterowe pieniądze, może w ogóle nie wyjść. A przynajmniej nie w wersji, jaka była zapowiadana. Komplet wszystkiego, co tylko w grze można kupić kosztuje, bagatela 27000 dolarów! I ludzie to kupują! Wiadomo, bogatemu nikt niczego zabronić nie może, ale tak horrendalnie wielkie pieniądze za coś, co jeszcze skończone nie jest i nie zanosi się, że skończone będzie, to delikatna przesada.

Ja tam się we wczesny dostęp nie bawię. Nie za takie pieniądze. A Ty?
 
 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *