No i po co oddajesz to na serwis? – poradnik

Temat rzeka, nie? Jako sprzedawca mam za zadanie zajmować się serwisami sprzętu jaki sprzedaję, mimo faktu, że niemal wszystko teraz ma gwarancję door-to-door. Zmusza do przemyśleń…

I do wścieknięcia się totalnego. Z kilku powodów, o których poniżej. Potrafi człowieka krew zalać, a pomocy znikąd. Każdy klient, jakże poinformowany o swoich prawach, który przychodzi do mnie z uszkodzonym sprzętem sprawia, że mam ochotę uczyć. Krzesłem. W twarz. Kilkakrotnie.

CO MNIE UWIERA?

Po pierwsze primo – skoro, drogi kliencie jesteś tak zajebiście poinformowany o swoich prawach, to wiedz, że masz prawo wysłać sprzęt na serwis samodzielnie, na koszt serwisu. Bez ruszania dupy z kanapy. Dlaczego tego nie robisz? Do czego piję? Tak się składa, że zdaję sobie sprawę z tego, że ustawa nakłada na mnie obowiązek wspomożenia Ciebie, człowieku leniwy jak reforma oświaty. A czy ty droga, leniwa Buło jesteś w stanie zrozumieć, że używanie mózgu nie boli? Jestem sprzedawcą w sklepie sieciowym. Logiczne zatem jest, że sam mam naprawdę niewiele do powiedzenia, że mam nad sobą kilkunastu Feldmarszałków i twój serwis musi się od kilku biurek odbić, żebym ja mógł zrobić DOKŁADNIE to samo, co ty mogłeś Gamoniu jednym telefonem załatwić. Jak trzeba po jakimś czasie przyjść i zrobić awanturę, to doskonale wiesz co, gdzie i którędy – prawda? Jak chcesz mnie nieudolnie straszyć Rzecznikiem Praw Konsumenta i niebotycznymi odszkodowaniami, jakie rzekomo będę musiał zapłacić to umiesz zadzwonić gdzie trzeba, dowiedzieć się, wykazać samodzielnością? Litości. Czy za każdym razem mam wywlekać tekst ustawy, wciskać w krzywe paluchy i domagać się na jakiej podstawie lży mnie, najczęściej słowami wulgarnymi?

Po drugie primo – Skoro już uznałeś, że ja mam załatwić serwis za ciebie, bo Ty – z lenistwa, głupoty, złośliwości – wszystko jedno, nie chciałeś, to wiedz nie tylko jakie masz prawa, ale i jakie mnie przysługują. Jestem TYLKO pośrednikiem, między moją Centralą a Tobą, lub Tobą a serwisem producenta, bo to nie ja i nie firma, która mnie zatrudnia daje ci gwarancję, tylko producent. Jeśli przyniesiesz do mnie sprzęt, do czego masz święte prawo, to wiedz, że u mnie jest tylko punkt zrzutu. Ja wysyłam zlecenie do Centrali, jak mi ktoś to klepnie, to pomogę jak mogę, ale zrozum, że ja naprawdę nie mam nic do gadania odnośnie tego, co się z Twoim sprzętem będzie działo.

Po trzecie primo ultimo – Żadna ilość wyzwisk i darcia dzioba nie pomoże. Sprzętu u mnie w sklepie nie ma. Ja rozumiem, że musisz się wyżyć, ale proponuję masturbację, zamiast prób wyzłośliwiania się nad niczemu niewinnym sprzedawcą. Kiedy wiem, że dupę zmoczyłem, to ok, zbiorę po uszach i słowem się nie odezwę, ale jak ja mam się kajać tylko dlatego, że jakiś frustrat nie umie kojarzyć faktów, czy czytać instrukcji, to sorry, ale jakoś mi to nie leży. Mówią, że “Nasz klient – nasz Pan”. Nie zgodzę się. Kłaniać się będę tylko tym, którzy na to zasługują i nie będzie mnie byle cham po kątach rozstawiać.

JAK NALEŻY?

Sprawę związaną z serwisem można załatwić bardzo łatwo. Zajmuję się tym codziennie, więc wiem co mówię. Skoro już przyszedłeś do sklepu z reklamacją, a ja siedząc w serwisach od świtu do nocy wiem co robię, to weź człowieku słuchaj. Skoro mówię ci, że pomogę załatwić sprawę samodzielnie, to nie dlatego, że mi się robić nie chce. Jak ruszysz sprawę jako ostateczny właściciel sprzętu, to serwis będzie z tobą rozmawiać zupełnie innym tonem niż ze mną. Do tego warto pamiętać, że ja jestem związany procedurami, których nieprzestrzeganie może mnie kosztować pracę. Skoro coś się zepsuło, a Ty chcesz, żebym sprawą się zajął, to nie miej do mnie pretensji, że procedura mi każe wysłać sprzęt do serwisu znajdującego się na drugim końcu Polski.
-Ale bo w naszym mieście jest serwis! Dlaczego to jedzie tak daleko?! – zawrzaśnie jeden z drugim. Dlatego, że procedura tak mi kazała. Skoro wiesz, że twoje miasto ma punkt serwisowy, to dlaczego do ciężkiej cholery nie zaniosłeś do tego punktu? Skoro nie wiesz, że taki jest, ja cię o tym informuję, to posłuchaj i zrób jak mówię. Zaoszczędziesz sobie czasu i emocji, a ja nie będę musiał potem wysłuchiwać najeżonej k**wami litanii na temat mojej rzekomej niekompetencji.

TO CO ROBIĆ?

Nic! Poza słuchaniem. Jesteś moim klientem, czy mi się to podoba czy nie, więc muszę ci pomóc. Bądź miły, to ja też będę. To bardzo proste. Nie oczekuję, że będziesz mi się w pas kłaniać, ale głupie “dzień dorby” Tobie zębów nie wybije, a ja od samych drzwi będę miał do ciebie podejście nieco bardziej pozytywne. Tak to działa. Naprawdę można się dogadać, ale jeśli będziesz zakładać od samego początku naszej rozmowy, że jedyne co robię, to próbuję się ciebie pozbyć, to naprawdę się nie uda. Generalnie – nie bądź członem. Pomogę jak mogę. Od tego jestem, ale nie będę przez płotki skakać, bo tobie się czytać nie chce.
 
 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *